Dzień dobry

Poranek w moim domu bywa ciężki. 




Często nie mogę zwlec się z łózka, a gdy już to zrobię dociera do mnie ile muszę zrobić. Śniadanie, wyprasować ubrania sobie i rodzinie. Ogarnięcie dzieci, które chęć do wstawania mają jeszcze mniejszą niż ja.
Często bywa tak, że jem, prasuję, budzę młodego i jeszcze starszego poganiam. Malucha czasami muszę ubrać na śpiąco, bo gdy zechce otworzyć swe oczęta okazuje się że jest już o 15 minut za późno do wyjścia. 
Tak - wisi nade mną wizja spóźnienia się do pracy.
Gdy siadam za kierownicą samochodu i dostrzegam zapalającą się deskę rozdzielczą i nieubłaganie płynący czas zaczynam kombinować. Co powiedzieć przełożonym. Tego się już nie da wytłumaczyć. Kolejne spóźnienie w tym tygodniu.
Jak robią to inni rodzice?
Kładą dzieci wcześniej spać? Moje łobuzy nie chcą. Mogę z nimi tak leżeć godzinę starając się ich uśpić - nic nie pomaga. Jeśli ich zostawię w pokoju, za chwilę jest syrena i standardowe "nie mogę zasnąć", "nie chcę iść spać".
Gdy jakimś cudem mi uda się wśliznąć pod kołdrę wcześniej niż zwykle mój mąż stwierdza, że skoro już tak wcześnie jesteśmy w łóżku......
ech...
I masz babo. I znów jest wizja ciężkiego poranka.
W pracy młyn. Po pracy młody z przedszkola, zakupy, gotowanie, sprzątanie, pranie i już 22.
Czy to nie za dużo?
Czy to nie monotonne?
Jak to kurde zmienić?
Czasami mam dość.
Nie bycia mamą, żoną... Mam dość swojej bezradności. Tego że nie potrafię znaleźć sposobu na zmianę tej sytuacji. 

Komentarze